Dwa dni temu zostałam kolejny raz ciocią – moja przyjaciółka urodziła synka. Miesiąc temu inna bliska mi kobietka również została mamą. A za kilka miesięcy pojawi się trzecie maleństwo u kolejnej pary spośród moich znajomych. Wzruszam się, gdy o tym myślę, na te nowe życia, które rozpoczęły się niedawno i są tak delikatne, bezbronne i startują w grze w nieznanym im świecie. Jest to fascynujące, poruszające i trochę magiczne. 😉
Są to też symbole – narodziny, początek, zmiana. I daje mi to taki moment zatrzymania i zastanowienia się nad własnym życiem. Nad tym, jak je przeżywam, co się u mnie dzieje, co się działo, jakie plany na przyszłość. Mam taką obserwację, że to moje życie też w pewnym momencie zaczęło się na nowo. I ja wiem, jak to brzmi, ale z perspektywy czasu naprawdę mam takie przekonanie.
Trochę zmian miałam już w życiu, między innymi wyjazd na studia na drugi koniec kraju i szybkie lekcje samodzielności, gospodarności, mieszkania w dużym mieście, odnalezienia się w nowym środowisku, wśród nowych ludzi i z nowymi problemami. I to była rewolucja. I ja czułam się, jak nowonarodzona. Dużo ta zmiana mi dała i cieszę się, że podjęłam decyzję o tej przeprowadzce, mimo sprzeciwów rodzinki. Nadal jednak mentalnie byłam w tym samym środowisku, żyłam tymi samymi problemami i sytuacjami, które działy się tam, skąd wyjechałam, podejmowałam decyzje o sobie mając z tyłu głowy, co powie rodzina, co by pomyśleli sąsiedzi, czy to wypada i czy nie wstyd. I miałam takie przemyślenia, że mam 25/26/27 lat, a ja cały czas czuję się trochę jak dziecko. Gryzło mnie to, ale uciekałam od tej myśli, bo przecież jestem dorosła, tak? No ewidentnie metryki to wykazują, więc jakaś durna ta myśl. Nie ma sensu jej słuchać. Bardziej żyłam tam, niż tu, gdzie byłam aktualnie ciałem.
Dziś widzę też drugi moment narodzin do nowego życia. Myślę, że ważniejszy niż ten powyższy. Mianowicie moment, gdy zaczęłam czuć się dorosła wewnątrz, czyli nie tylko myśleć o sobie, że jestem dorosła, bo mam tyle lat, ale dlatego, że stało się to spójne w mojej głowie, z tym, jak się czuję w różnych sytuacjach. Co to znaczy? Zaczęłam podejmować decyzje w oparciu o to, co mi służy, co jest dla mnie dobre, czego ja potrzebuję – dla siebie, dla mojego związku, dla mojego portfela, dla mojego zdrowia fizycznego i psychicznego. Co ważne – nie myśląc o tym, czy to zostanie zaakceptowane przez innych, czy jak ktoś się dowie to to się spodoba, czy ktoś mnie nie oceni w jakiś sposób, skomentuje, skrytykuje, wyśmieje i tak dalej. Zaczęłam rozmawiać otwarcie i przedstawiać swoje zdanie, nawet jeśli było odmienne, mówić, że się nie zgadzam, że coś mi się nie podoba i zaczęłam robić to, co wcześniej tylko komunikowałam, że zrobię, ale z obawy przed …(oceną, odrzuceniem, wyśmianiem – wstaw dowolne) nie robiłam.
Ta zmiana nie zadziała się z dnia na dzień, ona tak naprawdę cały czas trwa, od lat. Uczę się być sobą w każdej sytuacji, nie udawać, nie dopasowywać się na siłę, bo może w tej innej wersji komuś bardziej się przypodobam. Zgadzam się na to, że ktoś mnie może nie lubić. Ja też przecież nie lubię wszystkich. I to jest okej.
Tym momentem, który uznaję za początek życia, którym dziś żyję jest ten, gdy podświadomie postanowiłam szukać siebie, zadawać sobie pytania, jak mogę lepiej żyć – dla mnie, jak mogę cieszyć się tym życiem i robić rzeczy, o których marzę, jak się nie bać mówić tego, co czuję. Najpierw szukałam odpowiedzi sama, później poprosiłam o pomoc i zaczęłam psychoterapię. I dziękuję dziś sobie za tę odwagę, bo kosztowało mnie to bardzo dużo, by zdecydować się na ten krok. Było tam dużo wątpliwości i lęku, ale była to też najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć, by rzeczywiście móc cieszyć się życiem.
Dziś czuję, że jestem dorosła, że zmieniłam swoje życie bardzo, że dzieje się w nim to, o czym zawsze marzyłam i zazdrościłam ukradkiem innym. Dziś z przekonaniem biorę odpowiedzialność za moje decyzje, słowa i siebie. Nie potrzebuję już aprobaty innych by zrobić to, co wiem, że dla mnie będzie dobre. I jestem z siebie ogromnie dumna!
I tego życzę każdemu. By mógł powiedzieć o sobie, że prowadzi dobre życie, bo na własnych zasadach i wie, czego chce. Ja już wiem. A Ty?
Podziel się przemyśleniami :)