Tytułuję ten wpis, jak Sylwia Grzeszczak jedną ze swoich piosenek. Co prawda, jej utwór dotyczy związku i relacji intymnej, natomiast ja dziś podzielę się z Wami słowami, które usłyszałam niedawno na swój temat od moich pracowników.

W tym miesiącu prowadziłam z moim zespołem rozmowy kwartalne, które polegają na tym, że spotykam się z każdym pracownikiem indywidualnie na około pół godzinki i rozmawiamy na temat pracy, realizowanych zadań, procesów. Pytam o to, co w ostatnich miesiącach było fajnego wg pracownika, jakie rozwiązania/ zmiany sprawdziły się w praktyce, co ułatwiało codzienność, co dobrze, że zostało wprowadzone lub wycofane i tak dalej. Pytam też, jakie w tym czasie pojawiły się trudności, jakie stresory, które aspekty pracy nie były zadowalające.

Drugi obszar naszych rozmów dotyczy współpracy – w zespole podstawowym pracownika, ale też w zespołach, z którymi na co dzień ma kontakt, realizuje inne projekty czy wymienia się zadaniami. Te omawiane obszary się przenikają, bo są pracownicy, którym po kolei sugeruję wątek do dyskusji, a są tacy, którzy z marszu odnoszą się do wszystkiego i wtedy ja głównie słucham.

Jest też trzeci obszar, który najczęściej nie pojawia się sam z siebie, choć to też zależy od pracownika. Mianowicie – pytam pracownika o to, jak mu się pracuje ze mną, które aspekty naszej relacji i współpracy są dla niego zadowalające, a co, spośród moich zachowań lub wykonywanych czynności, utrudnia mu codzienność. Szczególnie na początku takich spotkań z pracownikami zawsze zaznaczałam na wstępie, że zależy mi na otwartości, konstruktywnym feedbacku, by szczerze powiedział, co myśli. Podkreślałam, że ja się nie obrażam, niezależnie od tego, co usłyszę. Mogę się nie zgodzić, mieć inna perspektywę, ale to, że on ma inną jest ok.

Podkreślałam, że jeśli ja nie otrzymam od niego szczerej informacji na swój temat, jak on, jako pracownik, którego pracą zarządzam każdego dnia, postrzega mnie jako lidera to nic się nie zmieni w moim zachowaniu. Dlaczego? Bo, jeżeli ja nie wiem, jeżeli nikt mi nie mówi otwarcie, że coś robię nie tak, że jakieś moje zachowania nie są ok, że pracownicy oczekują ode mnie mniej lub więcej czegoś, a ja to robię w jakiś sposób to dlatego, że uważam, że robię to dobrze. To może brzmieć dziwnie i rodzić w pierwszej chwili reakcję „coo? co ona gada?”, albo zaskoczenie, albo śmiech, jednak – wiem z doświadczenia, że takie przedstawienie sytuacji zmienia dużo. Uświadomienie pracownikowi, że on teraz ma wpływ na tę swoją codzienność w pracy i może ją zmienić, jeśli z czymś się nie zgadza i wystarczy tylko, że powie o tym otwarcie, zmienia jego percepcję.

Napisałam, że szczególnie na początku to podkreślałam. To dlatego, że dziś moi pracownicy już na tyle mnie znają, wiedzą, że ja pytam o to ze szczerym zainteresowaniem, biorę na klatę to, co usłyszę, dziękuję im za to, że mi mówią otwarcie i rzeczywiście niektóre zachowania zmieniam, że nie muszę na ten komunikat poświęcać specjalnie części spotkania. Nadal to robię, ale już w dużym skrócie, bo oni są gotowi na to pytanie, wiedzą, że ono padnie i mogą się przygotować.

I wracając do obecnych rozmów, podzielę się z Wami tym, co usłyszałam tym razem. Warte zaznaczenia jest myślę też to, że jestem młodą liderką – zarządzam osobami starszymi ode mnie – niektóre tylko o dwa, trzy lata, ale też o równo 20 lat. A mianowicie, padły słowa, że:

  • jestem przełożoną wymagającą, ale wyrozumiałą wobec pracowników. Nie oznacza to surowości, mam jednak zasady, których pilnuję i pracownicy wiedzą dokładnie, czego oczekuję – jakiej jakości pracy, komunikacji i czego mogą się po mnie spodziewać – chociażby w kontekście podejmowanych decyzji, którymi nie zaskakuję, bo są spójne i w różnych sytuacjach powtarzalne. Zawsze je też argumentuję – a szczególnie te, które mogą nie być atrakcyjne z perspektywy pracownika. Wyrozumiałość natomiast przejawia się w tym, że nawet, jeśli już się zdarzy, że pracownik czegoś nie dopilnuje, popełni błąd, ma trudniejszy okres to będzie przeze mnie zrozumiany i nie musi udawać, ukrywać czy tuszować.
  • Czuć respekt – nie strach przede mną, tylko respekt wobec mnie, mojej pracy, wiedzy, kompetencji, organizacji pracy, skrupulatności, pewności w decyzjach, otwartości na pracowników i ich problemy, ale bez spoufalania się.
  • Podziwiają moją wszechstronność i to, w ilu różnych tematach i projektach biorę udział w firmie, w ilu obszarach mam wiedzę, mimo że wykraczają poza typowe codzienne zadania. To, że mimo widocznego skupienia na twarzy na jakimś moim zadaniu, jeśli mnie potrzebują i o coś zapytają to ja w pełni poświęcam im uwagę, słucham i jestem w stanie pomóc, nawet jeżeli jest to kilka różnych i niezależnych wątków.
  • Gdy zapytałam o obszary, które może warto bym poprawiła lub zmieniła jakieś moje nawyki to usłyszałam, że długo weryfikuję i zatwierdzam treści (rzeczywiście, byłam wąskim gardłem w tym procesie, dlatego jesteśmy w trakcie przeorganizowywania, by to wyeliminować), co jednak wiedzą, z czego wynika, a poza tym nie mają zastrzeżeń do naszej współpracy, bo, cytuję, „na bieżąco rozwiązujemy takie kwestie”. Od innych pracowników też mają pozytywny feedback na temat mojej osoby i pracy ze mną i, znów cytat, „takiej przełożonej to życzę każdemu”.
  • Dowiedziałam się też, że na początku współpracy, gdy przy zmianie struktury objęłam stanowisko kierownika działu, znając mnie już z dotychczasowych projektów, wiedząc, że jestem skrupulatna i wymagającą od innych pracowników, była obawa o moją nadmierną kontrolę pracy działu i poszczególnych osób. Po czasie jednak obawa zniknęła, bo okazało się, że to zupełnie nie ma miejsca, że jestem tam, gdzie mnie pracownicy potrzebują, ale na co dzień zostawiam im swobodę pracy, organizacji zadań, realizacji projektów i zespołów wg własnego pomysłu. Zatem w tej relacji czują spokój, zrozumienie i wsparcie.

Same miłe słowa. Niektóre mnie zaskoczyły, nie spodziewałam się, że je usłyszę, ale takie jest ryzyko tego pytania i złożonej na początku deklaracji otwartości. 😉 Niemniej, bardzo jestem wdzięczna tym osobom za to, że odważyły się, by mi je powiedzieć. Mówię „odważyły”, bo mam świadomość, że każdy z nas ma inne doświadczenia, miał innych menedżerów i sytuacje i, niestety, nadal jeszcze w niektórych organizacjach zdarza się, że króluje zamordyzm, zarządzanie przez zastraszanie czy nawet, o zgrozo, mobbing. I wiem też, że moi pracownicy również przez różne takie sytuacje wcześniej przechodzili, a na przestrzeni naszej współpracy widzę zmianę w ich zachowaniu, w takich sytuacjach, w ich otwartości, w zbudowanym zaufaniu.

Są to dla mnie piękne obserwacje i utwierdzają mnie w przekonaniu, że to co robię, robię dobrze. Mam jednak otwarte oczy i czujne uszy, obserwuję zmieniające się nastroje i słucham tego, co komunikują mi pracownicy. To nie znaczy, że ciągle analizuję każde zachowanie i za rogiem widzę czyhające trudności. To znaczy, że jestem uważna na ludzi, ale nie wpadam w panikę, gdy coś idzie nie po mojej myśli. Jeśli mnie coś zastanawia to rozmawiam, pytam i wspieram, jeśli tego wymaga sytuacja. Moim zdaniem są to ważne cechy w pracy menedżera.

Na koniec powiem Wam, że bardzo lubię swoją pracę! To, jak w niej mogę się rozwijać, zwiększać swoje umiejętności, poprawiać kompetencje, poznawać ludzi i ich historie, brać dla siebie, co cenniejsze, to błogosławieństwo. Każdemu życzę, by mógł znaleźć dla siebie takie miejsce pracy, które będzie go satysfakcjonowało – finansowo, ambicjonalnie, kreatywnie, rozwojowo, jakkolwiek chce. Bo praca to nie wszystko, jednak ilość spędzanego w niej czasu sprawia, że warto, by jednak poszukać takiej, z której będziemy się cieszyć.

Posted in

Podziel się przemyśleniami :)