Dzisiejszy tytuł wpisu to jednocześnie tytuł mojego ulubionego filmu, będącego ekranizacją powieści Jane Austen, w którym główne role odgrywają Keira Knightley i Matthew Macfadyen. Znam go na pamięć, oglądałam milion razy i nie ma roku, bym do niego kilka razy nie wracała i za każdym razem na nim płaczę. Porusza mnie wielokrotnie.

Miewałam co jakiś czas rozkminkę, z czego wynika to moje każdorazowe wzruszenie przy jego oglądaniu i sentyment, jaki mam do tego filmu. Dotychczas myślałam, że to kwestia mojego zamiłowania do filmów kostiumowych, zainteresowania obyczajami dawnych czasów dworskich, romantyczna dusza i przepiękna Keira, którą w każdym filmie lubię. I to pewnie też. Przy ostatnim seansie jednak wyciągnęłam jeszcze inne wnioski.

Myślę sobie, że od zawsze z podziwem przyglądałam się głównej bohaterce i jej sposobom na radzenie sobie z codziennością. Elizabeth to inteligentna, oczytana dziewczyna, lubiąca się bawić, a jednocześnie bardzo pragmatyczna. Wie, czego chce, dba o swoje granice, jest bezpośrednia i asertywna, nie przejmuje się opinią innych. Oczekuje od życia więcej i jest w tym niezrozumiana. Mimo więzi rodzinnych i przyjaciół, nikt tak naprawdę jej dobrze nie zna. Kluczem do jej serca jest szczerość, lojalność, troska i bezinteresowność.

Oglądając ten film przed laty, przy niektórych scenach myślałam sobie, że główna bohaterka przesadziła z reakcją, tak nie wypada, może więcej powściągliwości by się przydało, bo rozmówcą jest ktoś wyżej w hierarchii statusu społecznego, starszy wiekiem, bardziej doświadczony, etc. Niezmiennie jednak była ulubioną postacią. Dzisiaj, gdy oglądam ten film, myślę sobie – na tych samych scenach – że jej reakcje są adekwatne – asertywne i stanowcze, żarty z wyczuciem i w punkt, Lizzy nie daje się ośmieszać, obrażać, traktować, jak ktoś niższego „sortu”. Zna swoją wartość.

To samo miejsce, a u mnie zupełnie inny odbiór. I chyba to powoduje, że tak bardzo go lubię. Widzę swoją zmianę, widzę podobieństwo do tej bohaterki. Już nie patrzę z lekką zazdrością, że ona umiała się odezwać tam, gdzie ja podkuliłabym ogon, dziś mówię tym samym głosem. Myślę, że moje wzruszenie podczas tego filmu to pozwolenie sobie na czucie emocji, przeżywanie trudnych momentów, ale też tych pięknych, na cieszenie się szczęściem innych i swoim. Na zauważenie, że duma i uprzedzenie może kryć wrażliwość i troskę o siebie, ale żeby to zobaczyć trzeba być uważnym i słuchać siebie.

Piękne są te obserwacje, jak możemy się zmienić, jak na przestrzeni lat patrzymy z zupełnie innej perspektywy na te same sytuacje. Myślę, że wiele mamy takich momentów na co dzień, że gdyby się im przyjrzeć to zobaczymy siebie w różnych odsłonach.

Dobrze jest zobaczyć też sytuacje, w których reagujemy dziś na coś, a okazuje się, że to z poziomu przeszłej wersji nas samych, która 5, 10, 15, 30 lat temu w ten sposób zadbała o siebie i to był jedyny możliwy sposób rozwiązania. On był dobry, tego nie można kwestionować. Był najlepszy na tamten moment. Ale ten czas minął. Dzisiaj jesteś w innym miejscu. Dziś możesz wybrać inaczej. Dziś możesz zareagować inaczej, odpowiedzieć w inny sposób, pójść inną drogą. Trudne to jest, bo te dotychczasowe schematy są znane, bezpieczne, automatyczne i nie musimy się nad nimi zastanawiać. I to zastanowienie jest kluczem, by móc wybrać inaczej. Albo wybrać tak samo, jeśli uznasz, że to jest nadal najlepsza opcja. Zawsze jest wybór. Decyzja należy do Ciebie. Bądź jednak wyrozumiała dla siebie, szczególnie dla tej siebie sprzed lat, która podejmowała wtedy decyzję. Gdyby nie ona, dziś nie byłabyś sobą taką, jaką jesteś. Ona zrobiła dobrą robotę. Dziś Ty masz stery w rękach. Działaj tak, byś była z siebie zadowolona – dziś i za następne 5, 10, 15 lat. Powodzenia!

Posted in

Podziel się przemyśleniami :)