Dzisiaj zaczynamy od pytania, które wydaje się być dziwne, ale ma sporo sensu. Jestem świeżo po lekturze książki Eckharta Tollego „Potęga teraźniejszości” i to pytanie kieruję też do siebie.

Co to właściwe znaczy żyć teraz? Oczywista wydaje się być odpowiedź, no bo przecież jestem tu, piszę tę treść, składam kolejne zdania. No to co robię, jeśli nie żyję teraz? A jednak to złudne. Bo oprócz tworzenia tej konkretnej treści, w głowie pojawia się lista kolejnych tematów, przeganiających się w tym, który będzie lepszy, ciekawszy, który chce mi się podejmować. A oprócz tego, co jutro w pracy muszę zrobić, jaki obiad sobie zapakować, co zjem na śniadanie, czy będzie padać czy mogę jednak jechać rowerem, czy mam coś do załatwienia po południu, jaki plan na weekend, do mamy przydałoby się zadzwonić, ostatnio planowałam prasowanie to gdzieś trzeba je wcisnąć jeszcze, a no i święta za pasem, więc prezenty czas ogarniać… I ten kołowrotek myśli nie ma końca. Chyba, że wpadnie tam taki jeden mały przebłysk – stop. Zatrzymaj się chwilę, bo znowu uciekłaś z teraz. Teraz piszesz tę treść. Nic więcej się nie dzieje.

W życiu Teraz nie chodzi o to, by nie planować, albo nie wyciągać wniosków z przeszłych zdarzeń. Chodzi jednak o to,  by do tej przeszłości lub przyszłości pójść na chwilę, zrobić co trzeba i wrócić do Teraz. A w Teraz siedzę na fotelu pod kocem, słyszę klikanie mojego męża na myszce, przejeżdżające samochody za oknem, tykanie zegara na ścianie, szumiący grzejnik za fotelem. Czuję lekkie zmęczenie, bo już późny wieczór, zakwasy na udach po dzisiejszej wycieczce rowerowej, ściągnięcie twarzy przez tejpy, bo byłam na masażu i kłucie w lędźwiach, bo siedzę w niewygodnej dla ciała pozycji. Mam spokojny oddech, unosi mi się miarowo brzuch i zaczynam ziewać, co daje sygnał by zbierać się do łazienki i do spania. Teraz nie mam już mętliku w głowie, zatrzymałam się, tylko w Teraz. Jak długo? Zobaczymy. 

Trudna to sztuka być obecnym w chwili, która dzieje się w tym momencie. Trudne jest zaakceptowanie tego, co się wydarza, tak po prostu, takie jakie jest. Nieocenianie, nierozkminianie, czy mogłoby być lepiej, a co gdybym coś, albo czegoś nie. Przyjęcie życia, takim, jakie się właśnie wydarza. Innego nie ma. Wszystko inne wydarzy się w przyszłości, albo już minęło i nie wróci. Mogę planować, że chcę coś zrobić, gdzieś pojechać, coś kupić, potrenować, zmienić pracę i tak dalej. Ale to, na co rzeczywiście mam wpływ to tylko to, co zrobię w tej chwili. Pytanie więc, czy umiem żyć teraz?

Na koniec zostawię Wam cytat ze wspomnianej na początku książki, do zastanowienia, do kontemplacji, a może też do zmiany.

„Jeśli sytuacja życiowa nie zadowala cię lub wydaje się wręcz nie do zniesienia, bezwiedny nawyk stawiania oporu, który ją utrwala, zdołasz przełamać jedynie pod warunkiem, że najpierw się poddasz.”

Posted in

Podziel się przemyśleniami :)