Żyjemy w świecie pełnym ludzi, tworzymy społeczności, mniejsze i większe, rodziny, związki, ale jesteśmy pojedynczą jednostką w tym wszystkim. Bez nas nie byłoby tak samo. Wnosimy do świata swoją energię, jedyną i niepowtarzalną i każdy człowiek, którego spotykasz na swojej drodze robi dokładnie to samo – wnosi niepowtarzalną, indywidualną energię. Te energie się mieszają, wchodzimy w interakcje, tworzymy zespoły, dobieramy sobie znajomych i przyjaciół, którzy mają podobne cechy, wartości czy zamiłowania. Z jednymi rozumiemy się bez słów, z innymi nieustannie mamy potyczki słowne. Jedni wywołują uśmiech, inni złość i irytację. A czy umiemy znaleźć punkt styczny?

Tytuł dzisiejszego wpisu jest nieprzypadkowy, lustro odbija obraz. Pokazuje to, czego nie widzimy bezpośrednio. Jest narzędziem do tego, by coś zobaczyć, sprawdzić, poprawić, zmienić, upewnić się. W lustrze możemy dostrzec, że wyglądamy dobrze, albo, że coś jest nie tak. I tak samo jest z ludźmi. Ludzie wokół nas, szczególnie Ci najbliżsi, pokazują nam, jacy jesteśmy, co jest dla nas ważne, czego nam brakuje, wyciągają na wierzch nasze, ukryte niekiedy gdzieś głęboko, cechy. Jak to się dzieje? Lepszym pytaniem jest – jak to dostrzec? Bo to, że tak jest, nie jest takie oczywiste. Możemy nie chcieć tego widzieć. Możemy bronić się przed tym. Ale to nie zniknie, dopóki tej lekcji nie odrobisz.

Jaki ta lekcja ma tytuł? To zależy. To zależy od tego, co Ty widzisz w innych, co doceniasz, a co Cię irytuje do granic możliwości. Jeśli Ty zawsze jesteś wszędzie na czas, a na czas dla Ciebie oznacza 15 minut przed umówionym spotkaniem, to koleżanka, która przychodzi kilka minut po godzinie, o której się umówiłyście, Cię denerwuje, bo jak można tak na ostatnią chwilę, nie szanuje Twojego czasu, a Ty masz potem jeszcze inne plany i posypie Ci się ta idealna układanka. Dziecko, które w autobusie nagle zaczyna Ci wrzeszczeć, bo ono chce już wysiąść, a macie jeszcze kilka przystanków, powoduje u Ciebie skok ciśnienia i gorąco, bo ludzie patrzą, Ty nie możesz go uspokoić, ono się rozkręca w histerii, Ty zaczynasz panikować. Mama, którą zaprosiłaś na obiad powiedziała, że ziemniaki mało słone, a od kotleta panierka odchodzi, sprawiła, że zaczynasz się tłumaczyć, nadskakujesz, podajesz sól, ale może jeszcze coś – może pieprz, może inne przyprawy, a może dla złagodzenia tej „porażki” zamówisz coś innego. W pracy szef odsyła Ci raport do poprawy, bo potrzebuje kolejną kolumnę do dodania, a mogłaś to przewidzieć przy robieniu, a tego nie zrobiłaś, więc wstyd, bo on wie, że tego nie wymyśliłaś. I tak dalej. Co te wszystkie sytuacje łączy?

Na pewno to, że w Tobie rodzą się wzburzone emocje, zaczynasz się denerwować, stresować, wkurzać. Bo ta to wiecznie spóźniona, dzieciak jak zwykle „robi szopkę” w najmniej odpowiednim momencie, matce i szefowi nigdy nie dogodzisz, zawsze coś będzie nie tak, za mało, a mogłaś się bardziej postarać i po co w ogóle zaczynasz, ktoś to zrobi lepiej. To oczywiście jakiś jeden scenariusz, który w Twojej głowie może się pojawić. Nie musi, może pojawia się inny, może nie. Ale czym te scenariusze są – takie czy inne? Odkryciem naszych braków.

Bo dlaczego denerwuje Cię parę minut spóźnienia do kawiarni na kawę? Bo Tobie nigdy nie było wolno się spóźniać. W domu, gdy gdzieś się wybieraliście to trzeba było się wyszykować wcześniej, bo mama panikowała, denerwowała się, że nie zdążycie i masz się nie ociągać. Jak byłaś gotowa to mogłaś siedzieć i czekać, a najlepiej wyjść i dotrzeć przed czasem. Spóźniać się nie wolno.

A dziecko w komunikacji miejskiej, które głośno płacze, co ono Ci pokazuje? Siedź cicho, nie wychylaj się, bądź grzeczna, żebym nie musiała się za Ciebie wstydzić, przestań się wygłupiać, nie masz powodu do płaczu. Kojarzysz? Ty nie miałaś prawa do emocji, do znudzenia, do niewygody, do pokazania, że masz dość. Nikogo to nie obchodziło. Więc Twoje dziecko, które sobie na to pozwala uruchamia wszystko to, co Ty zablokowałaś i nie umiesz znieść tego uczucia. Nie wiesz, jak sobie z nim poradzić, bo nigdy tego nie miałaś okazji się nauczyć.

Niedosolony ziemniak i kotlet z odpadającą panierką, a w tym mama, która widzi to i zwraca uwagę. Skąd w Tobie ten stres w tej sytuacji? Bo mogłaś lepiej, nie? Inni mogli dostać 5, a Ty co, tylko 4, czemu tak słabo? Jakbyś się tak starała, jak Kasia to byś zasłużyła na nagrodę. Jak będziesz mieć pasek na świadectwie to mama będzie dumna. A ta Zosia to tak ładnie wygląda, zawsze w pierwszym rzędzie, patrz i się ucz. To Ty tego nie wiesz? Przecież każdy to zna. Mogłaś się lepiej postarać. Wieczna ocena, stale porównywanie, ciągła próba spełnienia czyichś oczekiwań, byle nie przyznać, że Ty masz jakoś inaczej i to też jest ok. Że nie musisz ze wszystkiego być najlepsza. Że jeśli czegoś nie wiesz to widocznie nie miałaś okazji się tego dowiedzieć, a jeśli będziesz potrzebować tej informacji to ją zdobędziesz. Że nie musisz się dopasowywać, żeby wyglądać jak ktoś, bo wyglądasz jak Ty, czyli dokładnie tak, jak powinnaś. Że gotujesz tak, jak Ty lubisz i jak umiesz, ale obiad z mamą to nie konkurs szefa kuchni, kotlet mógł się nie udać, a ziemniaki może sobie dosolić, po prostu. Nie musisz szukać rozwiązań, nie musisz maskować, ratować, zmieniać, byle zadowolić. Bo nie zadowolisz, jak nie te wytyczne to będą inne i znowu nie do spełnienia, nie takie, jak Ty czujesz.

Raport od szefa do zmiany wywołuje zdenerwowanie, bo chciał gotowy, tyle nad nim pracowałaś, zmieniałaś, poprawiałaś, a on Ci zgłasza, że czegoś brakuje. Porażka, mogłaś przewidzieć, przecież dało się przewidzieć, pewnie jest zły, na pewno ocenia, zapamięta sobie, nie dostaniesz podwyżki. Kula śnieżna się buduje. A to to samo co wyżej, porównywanie, przewidywanie, ocena, spełnianie oczekiwań, których nie znałaś i czarne myśli podburzające Twoje poczucie wartości. Tylko czy to rzeczywiście było możliwe? Czy to nie jest znowu z poziomu braków i ten szef nieświadomie to z Ciebie wyciąga? Bo przecież możesz dodać tę kolumnę, odesłać i będzie temat zamknięty. Mogłaś zapomnieć, mogłaś zrobić błąd, a może po prostu zainspirowałaś go to tego, żeby chciał zobaczyć więcej i stąd ta dodatkowa kolumna.

W tych momentach, w których czujesz, że coś się z Tobą dzieje, zaczynasz się stresować, nadmiernie analizujesz, próbujesz kogoś zadowalać, nawet, jeśli nie do końca czujesz, że to ok, ale tak na wszelki wypadek, spróbuj się zatrzymać. Złap tę myśl, że coś się dzieje. Krótka chwila – stop. Weź głęboki wdech przez 4 sekundy, zatrzymaj powietrze przez kolejne 4 sekundy i wypuszczaj je przez 4 sekundy. Powtórz kilka razy.

Zapytaj siebie – co się dzieje we mnie? Skąd te emocje? Dlaczego mnie to zdenerwowało? Która cecha tej osoby mnie tak uruchamia albo irytuje – dlaczego? Czy mam tak samo? A może ja tak właśnie zupełnie nie mam i to jest powód tej irytacji, bo chciałabym tak mieć, bo mi to podświadomie imponuje, bo widzę, że on/ona ma z tego korzyści?

I daj sobie chwile, nie szukaj rozwiązań i odpowiedzi. Tylko słuchaj i obserwuj siebie, co do Ciebie przyjdzie, jakie myśli pojawią się samoistnie, jakie uczucia w ciele i emocje. Nie analizuj ich, nie oceniaj, czy są okej czy głupie, czy absurdalne. Mogą takie być. To jest Twój głos, ten prawdziwy, to są Twoje pragnienia, potrzeby, niezaopiekowane obszary, którymi dziś możesz się zająć i zrozumieć. Musisz jednak dać sobie przestrzeń, dać sobie uważność i wyrozumiałość. I zobaczysz to, jak w lustrze. I poczujesz, czy to jest okej dla Ciebie dziś, czy chcesz coś zmienić. Jeśli zobaczysz siebie, będziesz mogła szukać swojej drogi, pasującego Tobie rozwiązania, zrozumienia – dla siebie. Bez świadomości działasz chaotycznie, a rozwiązania nie są satysfakconujące. Zobacz, co o sobie widzisz w innych. Daj sobie głos, by to usłyszeć. Daj sobie przestrzeń do czucia i bycia sobą.

Posted in

Podziel się przemyśleniami :)