Zbliża się koniec roku, za nami kolorowy październik, przed nami grudzień i świąteczny klimat, a potem nowy rok. Teraz jednak jesteśmy w listopadzie. Od kilku lat obserwuję w mediach społecznościowych taki, nazwałabym to nawet, trend na nielubienie listopada, „pomijanie” go w kalendarzu i próbę przeskoczenia od razu do grudnia, do tego ciepła, kolorów, światełek, prezentów. Dziwna to obserwacja. Za pierwszym razem mnie nawet zaciekawiła i się zastanawiałam, czy ja tak też mam, ale już wiem na pewno, że nie. Ja lubię listopad, ale tak samo każdy inny miesiąc, bo każdy z nich jest inny, przynosi coś nowego, daje nowe możliwości.
Dla mnie listopad jest miesiącem podsumowań, refleksji, zastanowienia i planowania, co dalej. I tu znowu promowane jest to w grudniu i okresie końcoworocznym, jednak dla mnie wtedy jest to czas odpoczynku, spędzania go z rodziną, podróży od rodziców do teściów lub na odwrót i resetu głowy. Gdy próbowałam, wielokrotnie zresztą, wcisnąć przy świętach snucie planów na kolejny rok i stawianie celów, myślenie o tym, co przeżyłam, a co przede mną to było mi w tym jakoś niewygodnie. Czułam, że się męczę, że to nie dla mnie, że ta presja jest zbyt duża. I niespodziewanie odkryłam zależność, że ja to robię właśnie w listopadzie. Bo dla mnie jest to taki miesiąc wyciszenia, uspokojenia, zwolnienia tempa. To teraz porządkuję szafę, bo już zimowe rzeczy czas zakładać, chowam rower i kończę sezon, częściej zasiadam w fotelu pod kocem, z herbatą i książką, częściej odpoczywam i odpuszczam. I teraz przychodzą do mnie myśli o tym, jaki był ten rok, co przyniósł, ile przeżyłam, ile się nauczyłam, jakie miałam trudności, jak układały się moje relacje, czego o sobie się dowiedziałam. Pojawiają mi się też pragnienia, czego chciałabym się nauczyć, na czym skupić, co zrobić, zmienić, poprawić w następnych miesiącach, o czym marzę i do czego chcę dążyć. I obserwuję to sobie, i planuję, i oswajam się, i zastanawiam, czy to dla mnie.
Lubię w tym listopadowym czasie słuchać wywiadów i wypowiedzi pewnej kobiety, na którą lata temu trafiłam przypadkiem, a z roku na rok coraz bardziej mnie przyciąga do siebie. Aida Kosojan-Przybysz – wizjonerka, kobieta jasnowidząca, autorka kursu, a teraz też książki „Potęga obfitości”. Nie jest wróżką, nie ma szklanej kuli ani kart. Ma wizje i nimi się dzieli.
W tym okresie lubię słuchać jej przepowiedni dotyczących nadchodzącego roku i podsumowań roku mijającego. Wzbudza to we mnie refleksje na temat moich przeżyć, a z drugiej strony ciekawość, jak ta jej wizja nowego roku będzie zauważalna w moim życiu, czy się sprawdzi. I powiem Wam, że to fascynujące.
Rok 2025 stał, według niej, pod szyldem obrotowych drzwi, przed które można wejść, ale można też wrócić, a można kręcić się w kółko i nie widzieć wyjścia. Weryfikował ludzi, z którymi szliśmy przez te drzwi, tych którzy odeszli w trakcie tej drogi i tych, którzy się na niej pojawili. Umożliwiał zmiany, nowe obszary, możliwości i zostawienie za sobą tego, co stare, a wejście w nowe. Nie był to czas cofania się, ale możliwy był powrót do wcześniejszych decyzji, bo w obrotowych drzwiach możesz wyjść tym wejściem, którym weszłaś, nadal jednak jest to ruch do przodu, przed siebie.
Ta wizja u mnie miała przełożenie. Wiele dróg się w moim życiu zmieniło w tym roku lub pojawiły się nowe. Zmieniłam stanowisko w firmie na wyższe, rozpoczęłam współpracę z osobami, których wcześniej nie było wokół mnie tak blisko. Wzięłam ślub i ramię w ramię idę dalej przez życie ze wspaniałym człowiekiem, jakim jest mój mąż, a ponadto zyskałam drugich rodziców, oficjalnie. Zostałam ciocią dla brzdąców moich przyjaciółek i dowiedziałam się masy rzeczy na temat ciąży, porodu i wczesnego macierzyństwa. Zaczęłam tworzyć tego bloga, który jeszcze nie wiem, dokąd mnie zaprowadzi. Wielokrotnie świętowałam w tym roku różne okazje z ludźmi, których miałam na co dzień, ale też z tymi, z którymi wcześniej kontakt był rzadki lub od wielu lat go nie było w ogóle. Powitałam we Wrocławiu moją młodszą siostrę, która czasem pyta mnie o radę i z którą mogę dzielić się moim doświadczeniem, wiedzą i wspierać ją w nowych dla niej sytuacjach. W tym roku wydawałam też duże pieniądze – na samochód, na realizację ślubu, na moje zdrowie i przyjemności i cały czas oswajam się z tym doświadczeniem. Nauczyłam się być asertywna i dbać o siebie w różnych sytuacjach, mimo że to nie zawsze się podoba innym. Nauczyłam się słuchać siebie i swojego ciała i odważać się podążać za tym, co podpowiada mi intuicja – do niedawna zamknięta gdzieś w piwnicy świadomości. I dużo, dużo więcej dróg i skrzyżowań ten rok mi odsłonił. Bardzo był intensywny, różnorodny, zmienny i niekiedy trudny, jednak to, ile się w jego trakcie nauczyłam sprawia, że mam apetyt na jeszcze więcej. Chociaż chwilowo czuję też ogromne zmęczenie tym rokiem i tym wszystkim, w co się angażowała, zatem odpuszczam i odpoczywam. I właśnie po to jest ten listopad w moim kalendarzu.
Ostatnio pisałam o lustrze w innych ludziach, a dziś trafiłam na wypowiedź Aidy, że kolejny rok to w jej wizji rok lustra. Nie ma przypadków. Ale o tym innym razem. 🙂
Podziel się przemyśleniami :)