Czy umiesz się cieszyć swoim życiem? Tym, co ci przynosi, proponuje, narzuca? Czy dostrzegasz w swojej codzienności drobne momenty radości? Te krótkie, dobre chwile?
Często w mediach społecznościowych pojawiają się różnego typu memy, rolki, teksty o tym, jacy to my, Polacy, jesteśmy naburmuszeni i narzekający, jak nie potrafimy cieszyć się z życia i te nasze szklanki to zawsze do połowy puste są. Często i zawsze. To bardzo precyzyjne określenia, wiadomo. I tak wrzucamy się do tego worka ze smerfem Marudą, nie będąc z tej sytuacji zadowolonymi, a jednak nic nie zmieniając.
Jakieś ziarnko prawdy pewnie w tych opisach jest. Myślę, że każdy z nas może z łatwością wskazać osobę, która ma tendencję do narzekania, której wiele się nie podoba, albo zrobiłaby to i to inaczej i ty powinnaś coś. Pewnie znajdziemy taką, którą wszystkie nieszczęścia tego świata dopadają i solą w oczy na każdym zakręcie jej sypią, albo która choruje na wszystkie znane choroby, a każdy człowiek chce ją okraść lub oszukać. I taką, która nie jest pesymistą, ona po prostu myśli racjonalnie. Może się okazać, że takich osób w naszym otoczeniu jest więcej. Albo, że to my jesteśmy takim typem człowieka. Tak już mamy i kropka.
Ale taki sposób myślenia to strategia. Strategia, która w jakoś chroni przed światem. Chroni przed tym, by nie ryzykować, bo można stracić więcej. Chroni przed tym, by nie ufać nieznajomym i polegać na sobie, bo to coś pewnego. Chroni przed tym, by się nie zawieść, bo już najgorszy scenariusz przewidzieliśmy, więc nic nam nie grozi. Chroni przed tym, by nie stracić przyjaciół, znajomych, relacji rodzinnych, w których tak łatwo rozmawia się o nieszczęściach, chorobach, trudach życia. Oni wtedy słuchają, wspierają, dają rozwiązania, są. Dzięki tej strategii to wszystko zyskujemy i całkiem sporo tych korzyści. Ale czy to na pewno korzyści? I czy jest coś, co tracimy w ten sposób? Jacy są ludzie na tej drugiej szali?
Gdyby tak spojrzeć na „optymistów”, tych, u których szklanka jest do połowy pełna, którym w życiu się powodzi, mają szczęście, wiecznie się uśmiechają i cieszą. Jak to możliwe? Czy oni wylosowali lepsze karty życia? Być może, bo nie mamy na tym świecie równych możliwości, szans, ani tak samo sprzyjających warunków. Ale do tego, by doceniać życie i być szczęśliwym nie ma to znaczenia. Można nie mieć majątku i dzielić się z innymi kromką chleba, a można mieć fortunę i kopać leżącego. Można cieszyć się z sukcesów znajomych i dopingować ich w ich pracy i marzeniach, mając wiele mniej i nie zazdroszcząc, a można udawać przyjaźń, życząc potknięcia. Można skakać z radości na myśl o wyjeździe na weekend do rodziców, a można narzekać, że to dopiero trzecie zagraniczne wakacje w tym roku. Można wzruszać się na prezent w postaci własnoręcznej kartki od bliskiej osoby, a można otrzymując drogą biżuterię skomentować „tylko tyle jestem dla ciebie warta?”. Można powtarzać, że twój stary ostatnio dowalił do pieca, a można powiedzieć, że twój partner, chłopak, mąż rozbawił cię do łez. Można. Można wybrać. I ten wybór ma znaczenie.
Te codzienne małe decyzje o tym, czy docenisz drobne, małe momenty, które są w twoim życiu dobre, mogą sprawić, że twój wewnętrzny smerf Maruda na chwilę założy różowe okulary. A zakładając je częściej, w którymś momencie zobaczysz, że cieszy cię spokojny sobotni poranek w fotelu, z ulubioną kawą, że promyki słońca pomiędzy chmurami ładnie oświetlają ci drogę, że mąż zrobił pranie, choć pomieszał kolory, że znalazłaś 10 groszy na chodniku, że w parku zobaczyłaś wiewiórkę, że idziesz do pracy i spotkasz na obiedzie koleżankę, że wzruszyłaś się na widok dziecka jedzącego śnieg, że możesz usiąść i docenić, ile takich małych dobrych chwil cię dziś spotkało. I tak po prostu, czerpać z nich czystą radość.
Życie nabiera innych kolorów, gdy skupisz uwagę na tym, co masz, zamiast na tym, czego ci brak. To, co z pewnością zyskasz to spokój, częstsze bycie tu i teraz, słuchanie siebie i swojej intuicji. Jest jednak ryzyko, że stracisz tematy do rozmów ze znajomymi lub rodziną, że zmienisz się i już nie będziesz taka sama, że będziesz jakaś dziwna. A nawet, jeśli nie usłyszysz tego wprost to poczujesz, że trudno ci towarzyszyć w rozmowach o nieszczęściach tego świata, chorobach wujków albo tej beznadziejnej pracy, w której ktoś tkwi od kilku lat i niezmiennie narzeka na nią. Gdy zauważysz już, że nie są to scenariusze dla ciebie, najtrudniejsze będzie usłyszenie tego wewnętrznego głosu, mówiącego, czego ty naprawdę chcesz. Czy chcesz wrócić do tego, co znasz i co do tej pory funkcjonowało i jakoś było, czy chcesz utrzymać się na obecnym kursie wdzięczności i jesteś gotowa ponieść konsekwencje, które choć wydają się tragiczne, są dla ciebie dobre w dłuższej perspektywie?
Kończąc już, napiszę z własnego doświadczenia, że warto wybrać tę drogę cieszenia się z życia i szukania tego, co dobre. Jest to niekiedy bardzo trudne, szczególnie będąc w towarzystwie z drugiej szali, bo co rusz masz inne zdanie i ono nie jest rozumiane. Niemniej, to twoje życie i to od ciebie zależy, jak będziesz kształtować swoją codzienność – radując się małymi momentami czy doszukując się zła i trudności. To, w jakim kierunku obierzemy kurs naszych myśli determinuje to, co w tym naszym życiu będzie się pojawiać. Wysyłając energię wdzięczności, dostrzeżesz coraz więcej momentów, za które możesz być wdzięczna. Epatując złością, brakiem i utykając w problemach, życie podsunie ci ich więcej, bo to twoja strefa komfortu, więc obdarowuje cię tym, czego szukasz. Możesz wybrać.
Podziel się przemyśleniami :)