Kolejna długa przerwa. Początkowy entuzjazm i zapał do tworzenia treści i dzielenia się nimi teraz staje się kolejnym obowiązkiem, na myśl o którym przewracam oczami i patrzę w inną stronę. I dlatego, że to nie miało być obowiązkiem i trudnością daje sobie czas. Czas na to, by wróciły chęci, zapał, pomysły.
Nasuwa mi się też „motywacja”, ale nie jestem pewna, czy na to też czekam. Pewnie trochę tak, jak na magiczną zmianę. Tyle jednak razy już czytałam, że to nie o motywację chodzi, bo ona jest ulotna i niepewna i nie da się na niej polegać i sukcesów osiągać. Że tu chodzi o determinację, samodyscyplinę i skupienie na celu, bo na to mam wpływ. I na logikę rozumiem ten przekaz, ma sens i nawet jestem mu w stanie przyklasnąć, że tak, to jest to. A jednocześnie, gdzieś na żołądku czuję, że w tym, że w to wierzę sama się oszukuję. Szukając sposobu na robienie rzeczy, regularność w aktywnościach próbuję się nagiąć do narracji, która gdzieś do mnie dociera i wydaje się być tą właściwą. Tylko, co ona mi robi tak naprawdę?
Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej czuję, że mnie demotywuje zamiast utrzymywać ten dobry kurs, który obiecuje. Że wywołuje poczucie winy, bo powinno działać, przecież to proste, że wystarczy, że wiem, czego chce, co muszę robić by do tego dojść i że po prostu będę to robić, bez wymówek. Na pewno to proste? Skoro takie ma być to skąd ten ciężar na myśl o tym?
Jesteśmy jeszcze w styczniu, czyli miesiącu planowania wielkich postanowień, rewolucji w życiu, zmian diet, aktywności, bycia lepszą wersją siebie. Jesteśmy też w środku zimy, gdy świat jest najbardziej ponury w naszej części globu, jest szaro, ciemno, zimno. Wszystko jest zmrożone, uśpione i jeszcze nie widać na horyzoncie wiosny i budzenia się do życia. Jakim więc cudem daliśmy sobie wmówić, że to najlepszy czas na nowe początki, zmiany, zaczynanie ambitnych i wymagających rzeczy i rewolucję? Żyjąc w świecie mediów jesteśmy bombardowani postanowieniami noworocznymi i koniecznością, by też jakieś mieć. Bo jak to tak, że nowy rok, a u mnie po staremu? O czym w tym styczniu z ludźmi rozmawiać?
A może to jest dobry czas by postanowić, że sobie odpuszczę? Że dam sobie spokój, przestrzeń i otulę się ciepłym kocem, żeby czuć się zaopiekowaną i bezpieczną? Zacznę nowe, gdy poczuję, że to dobry czas. Gdy świat zacznie przywracać swoje kolory, słońce wyjdzie zza szarych chmur, by dać więcej siebie, a kwiaty i drzewa zapączkują. Będąc uważną na to, co się dzieje dookoła, że świat ożywa, zobaczę, że i mi się chce więcej, mam ochotę na nowe.
Dając sobie tę wolność łapię głębszy oddech, czuję większy spokój i zgodę w sercu. Słucham siebie i słyszę, że nie chcę i już nie muszę w tym wyścigu o ambitne postanowienia noworoczne brać udziału. Przyjdzie czas na robienie rzeczy, przyjdzie motywacja, przyjdzie też poczucie celu i determinacja. Ale dziś to nie jest ten moment.
A jak to jest u Ciebie? To Twój czas rewolucji w życiu czy jeszcze zimowego letargu?
Podziel się przemyśleniami :)