Jakie przekonania kierują Tobą? Czym w ogóle jest przekonanie? Pomyśl chwilę, jak Ty to czujesz. Według definicji SJP to «sąd, zdanie oparte na przeświadczeniu o prawdziwości, słuszności czegoś». Czyli jest to trochę taka struktura naszego życia. Tego, w co wierzymy, co uznajemy za słuszne, czego absolutnie nie akceptujemy. Obserwując ludzi czujemy, czy ich zachowanie jest dla nas bardziej w kategorii „okej/ też bym się tak zachowała”, czy „jak on może tak mówić/robić,, to niedopuszczalne”. Na tej skali jest też szeroki obszar pomiędzy tymi odczuciami, a w pewnym miejscu też taki, w którym jeszcze nie do końca wiem, czy się zgadzam czy nie. Oceniamy więc nieustannie, co jest normalne, kto jest spoko, a kto już trochę dziwny, co ja bym na czyimś miejscu zrobiła, jak lepiej postąpić. Na co dzień takich decyzji pojawia się cała masa, dlatego część z nich odbywa się już automatycznie, bez nawet pół sekundy świadomego zastanowienia. Po prostu wiesz. Tu właśnie wchodzą przekonania. One porządkują nasz świat, są zbiorem naszych zasad i reguł życia. I tych dobrych, i tych złych. Ale kluczem tu jest, że to nasze indywidualne zbiory zasad. I każdy człowiek ma swój indywidualny zbiór przekonań. A to już trudniej nam zrozumieć.

W swoim otoczeniu często też mamy zbudowane takie relacje i związki, w których te zbiory przekonań na wielu płaszczyznach się pokrywają. Tak się dobieramy w pary, w grupy przyjaciół, a nawet w pracy – gdzie mimo różnorodności typów osobowości, chętniej na kawę idziemy z jedną konkretną osobą, bo z nią łapiemy wspólny język i widzimy świat podobnie w jakiejś części. W Internecie przeglądając materiały zatrzymujemy się na tym, co nas bardziej przyciąga, ciekawi, śmieszy, a więc skoro tak jest to dostajemy więcej podobnych treści, rolek i filmików i tak tę swoją bańkę tworzymy. W tym jednak tkwi też pułapka.

Bo ta bańka treści w mediach, bańka rodziny i znajomych to nasza perspektywa. Ważne jest by ją mieć, bo to daje poczucie przynależności, wspólnoty, daje zadowolenie. Tylko na tym świat się nie kończy. Szok. Są ludzie, którzy mają zupełnie inną bańkę, inne priorytety, inne wartości, inne życie. Możesz uważać, że życie w mieście daje mnóstwo perspektyw, szansę na lepszą pracę, łatwiejszy dostęp do wydarzeń kulturalnych, siłowni, kawiarni, taksówek, dostaw jedzenia. Wszystko za rogiem, wszystko od ręki. A jednak wielu ludzi żyje na wsiach, gdzie tego wszystkiego nie ma na co dzień. Gdzie jak nie zrobisz zakupów w tygodniu to nie masz Żabki za rogiem w razie potrzeby. Gdzie w codziennych obowiązkach masz koszenie trawnika, a twoją siłownią jest obróbka drewna w lecie, by w zimie mieć się czym ogrzać. I ilu ludzi, tyle perspektyw. Nawet w związkach mamy różne podejścia do tych samych tematów. I całe szczęście. Dzięki temu możemy się rozwijać, zauważać te różnice. Pytanie tylko, czy rzeczywiście tak to widzimy? Że te różnice mają potencjał do rozwoju, do tworzenia wspólnie nowego, lepszego, do szukania tego, co pasuje nam oboju? Czy raczej wychodzimy z założenia, że skoro myślisz inaczej to jesteś w błędzie i moja racja jest lepsza niż twoja?

I to, myślę sobie, jest najtrudniejsze właśnie w związkach, bo łatwo wpaść w tę pułapkę, w której jesteśmy zakochani, mamy wspólne cele, marzenia, plany na przyszłość i jest wspaniale, bo myślimy tak samo. No nie. Nie jesteśmy jednością. Jesteśmy dwiema osobami, które zdecydowały razem iść przez życie. Na temat x, y, z mamy spójne wizje, ale w codzienności tych tematów jest tysiące. I nie ma szans, że na każdy temat mamy dokładnie taką samą opinię czy te same potrzeby. Zostałaś wychowana w pewnej kulturze, zasadach rodzinnych, schematach, przekonaniach bliskich, które cię ukształtowały. Ale twój partner też, tylko być może w zupełnie odmiennych. Spotkaliście się w momencie i na przestrzeni, które, mimo różnych podejść, macie zbieżne, chcecie tego samego – w teorii.

Przykład – masz rodzeństwo, wychowywałaś się w takim domu i rodzinie, w którym dzieci opiekowały się dziećmi, zabawkami trzeba było się dzielić z innymi, mama dzieliła czas na kilkoro, zawsze był gwar, radość i wspólne przygody. W związku z tym ty też chciałabyś założyć rodzinę, mieć dzieci i zafundować im w tym zakresie podobne warunki, bo to dla ciebie było normą i dobrze wspominasz. I poznałaś człowieka, który też marzy o rodzinie i dzieciach i chce budować dom. Okazuje się, że on nie miał rodzeństwa w dzieciństwie, chociaż bardzo chciał i teraz marzy o tym, by stworzyć z kimś gwarną rodzinę. U niego wynika to z tego, że nie miał z kim się dzielić zabawkami, musiał sam sobie organizować zabawy, rodzice nie zawsze mieli czas dla niego, bo praca, a to co dostał było jego i nie miał z kim dzielić się radością. I teraz pojawia się to wasze wspólne dziecko i potrzeba podejmowania decyzji przez waszą dwójkę. Macie wspólny cel – jak najlepiej zadbać o jego potrzeby, stworzyć mu szczęśliwe dzieciństwo. Tylko wizje na to szczęśliwe dzieciństwo się rozbiegają na dwie strony i tu może się pojawić problem. Bo ty tworzysz według swoich doświadczeń i przekonań, a twój partner według swoich. Ty nie rozumiesz, dlaczego on zachowuje się tak, a on, dlaczego się na niego wkurzasz na każdym kroku. Oboje się staracie, oboje wiecie, co jest dobre dla waszego dziecka, obojgu wam zależy na jego dobru, tylko widzicie to dobro inaczej. Być może to, co robi partner w twoim odbiorze jest złe, nieprawidłowe, sprzeczne z tym, jak to sobie wyobrażałaś. Oczekujesz, że będzie jakiś, a dokładniej- oczekujesz, że będzie taki, jak sobie wymyśliłaś w głowie. A on jest inny. On nie robi rzeczy tak, jak ty. On nie bawi się z tym dzieckiem tak, jak ty. On nie spełnia tych twoich oczekiwań. Z drugiej strony on czuje, że nie dociąga do twoich wymagań, czuje się obserwowany, oceniany, nie taki jak powinien. Jak to się stało?

Przecież obojgu wam zależało na tym samym. Przecież mówiliście jednym językiem, mieliście te same plany, chęci, podejścia. Tylko właśnie, gdzieś po drodze przyjęliście, że skoro tak to jesteście tacy sami, więc wszystko powinno być takie samo. Ale – przypominam – jesteście dwiema różnymi osobami, macie różne przekonania. Dla Ciebie praca to 8h za biurkiem, umowa o pracę, wychodzisz z domu i do niego wracasz, najlepiej od lat ta sama, bo stabilność i bezpieczeństwo. Dla niego praca to próby własnych działań, ciągła chęć nowego, zmiana co roku stanowiska czy firmy, otwieranie własnej działalności i zamykanie, bo jednak kiepski pomysł, praca z domu, w której może mieć luźniej i pić kawę w salonie, a czasem trwająca 12h w pełnym skupieniu i bez przerwy, bo akurat deadline’y i call’e. Oboje pracujecie, oboje zarabiacie, ale czy przypadkiem gdzieś z tyłu głowy nie masz takiego oczekiwania, że skoro jest w domu to może ogarnąć pranie, wstawić zmywarkę, zawieźć dziecko do przychodni. Gdybyś ty była w domu to byś to przecież ogarnęła. Więc…gdzie jest granica?

Takich przekonań i cienkich granic jest mnóstwo i w każdym aspekcie życia możemy znaleźć ludzi będących za rozwiązaniem X i takich, dla których możliwy i dostępny jest tylko Y. I to nie wynika z głupoty tej drugiej strony. To wynika z przekonań, które kierują naszym życiem. Z doświadczeń, jakie przeżyliśmy. Z możliwości, jakie dawało życie po drodze i szans, które zostały wykorzystane lub nie. Ja mogę nie rozumieć, dlaczego podejmujesz taką decyzję, to dla mnie kompletnie niepojęte, bo ta czy tamta decyzja byłaby według mnie lepsza, korzystniejsza, może bardziej intratna. Tylko, no właśnie, dla mnie, bo mam jakiś bagaż doświadczeń, być może byłam w podobnej sytuacji, być może ktoś mi bliski był. Być może uważam, że robisz największy w życiu błąd. Ale czy to daje mi prawo, żeby cię oceniać? Żeby ci mówić, że robisz źle? Masz inne buty, idziesz inną drogą – drogą twojego życia. Może od jakiegoś czasu zakręty i wzniesienia mamy te same, ale po twojej stronie drogi jest więcej wybojów, a skrzyżowanie na którym się spotkaliśmy dla ciebie było nowością, dla mnie kolejnym rondem, jakich przejechałam wiele po drodze. Idziemy razem, ale ja widzę chmury na niebie na horyzoncie, a ty kolejną górkę, na którą trzeba się wspiąć.

Jesteśmy różni. Dajmy sobie prawo do tego, by takimi pozostać. Dajmy sobie prawo do tego, żeby podejmować inne decyzje, żeby pokazywać sobie inne możliwości, inne światy. Dzięki temu razem możemy budować coś lepszego, bo znajdziemy takie miejsce, gdzie i mi, i tobie będzie wygodnie. Budujmy życie ze sobą, a nie obok siebie. Nie tylko w związku, ale w kręgu przyjaciół, rodziny, społeczeństwa, które nas otacza. Każdy z nas jest inny i to jest cenne. To jest potrzebne, byśmy się rozwijali, byśmy mogli uczyć się od siebie, poznawać, inspirować, wspierać. W tym wszystkich pozostawajmy sobą, nie dopasowujmy się na siłę do kogoś, nie szukajmy akceptacji tam, gdzie ktoś nie chce jej dać, jeśli nie będziemy jacyś.

Górnolotna myśl na koniec: bądź sobą, bo taka jesteś najlepsza, a tu konkurencja nie ma szans, bo nikt nigdy nie będzie Tobą.

Posted in

Podziel się przemyśleniami :)