Pogadajmy dziś o miłości. Właśnie skończył się miesiąc, w którym myślimy o niej częściej, kojarzy nam się ze świętowaniem, z okazywaniem sobie uczuć, czułości, obdarowaniem prezentami czy romantycznymi wyjazdami, kolacjami. Równo w połowie lutego świętujemy Walentynki. I czy jesteśmy w związku czy nie to ten dzień jakoś nas dotyczy, bo albo mamy względem niego miłe odczucia i czekamy, albo zupełnie nie, bo akurat nie tworzymy relacji romantycznej z drugą osobą i nie kojarzy nam się najlepiej, albo wpędza nas w jakiś rodzaj nostalgii, smutku, samotności. Dziś jednak o relacjach.

Jest dla mnie fascynujące to, jak ludzie dobierają się w pary. Jak różne konfiguracje powstają, gdy dwie osoby postanawiają razem tworzyć związek. I „postanawiają” nie jest tu przypadkowe. Decydując się na życie z kimś, budowanie relacji, bycie razem wymaga od każdej z osób zaangażowania, chęci i decyzji właśnie. Codziennych. Walentynki przedstawiają miłość i relacje w dosyć komercyjny sposób i sprowadzają je do jakiegoś schematu zachowań, powinności, oczekiwań. Nie ma w tym nic złego, uważam, że każda okazja jest dobra do świętowania, a w pędzie codzienności czasem potrzebujemy takich „wyznaczonych” dni, żeby o tym pamiętać, żeby mieć na co czekać, żeby dawać sobie przestrzeń do docenienia. Jednak, moim zdaniem, celebrować związek powinniśmy nie tylko od święta, ale na co dzień właśnie. Uważam też, że miłość i związek wymagają pracy. Dwojga osób.

Dziś słuchając audiobooka, kolejny raz usłyszałam takie zdanie, że związek to lustro, które pokazuje Ci Twoje niedoskonałości, obszary wymagające twojej pracy i rozwoju. Będąc w związku jesteś w najbardziej intymnej relacji, jaką tworzysz i w której możesz być – i w dobrej i złej kondycji, i w dobrym i w złym humorze, i w dobrym i w złym zdrowiu. Drugie ważne zdanie, które z tej samej książki dziś wyłapałam było takie, że w związku powinnaś być taką osobą, z jaką sama w związku chciałabyś być. Bądź tą osobą, z którą sama chciałabyś być. Zatrzymaj się nad tym zdaniem chwilę. Mocne, co? Patrząc z tej perspektywy, jak bardzo zmienia to postrzeganie siebie, partnera, relacji, którą stworzyliśmy, zachowań, które prezentuję względem drugiej osoby. Czy ja jestem takim człowiekiem, z którym byłabym szczęśliwa? Czy okazuję tej drugiej osobie tyle miłości, czułości, zainteresowania, opieki, wyrozumiałości, ile chciałabym dostawać? Czy jestem wsparciem, jakiego oczekuję? Czy jestem żoną, z którą, jako mąż, byłbym szczęśliwy? Czy jestem mężem, o jakim, jako żona, bym marzyła?

Napisałam wcześniej, że związek jest codzienną decyzją, ale jaką? Jest decyzją o tym, że dziś też będę w tej relacji. Że dziś znów spędzę dzień z tą osobą – kolejny dzień mojego życia. Że dziś będę wyrozumiała, albo zrzędliwa. Że będę ciekawa, co się działo u mojego partnera, gdy był w pracy, albo przewracająca oczami, bo ile można słuchać o jego robocie. Że dziś ugotuję nam obiad czy posprzątam, bo wiem, że to też buduje nasz związek, albo będę zaborcza i walcząca o równouprawnienie, które sprowadzam do takich czynności. Nie mówię, by nie dzielić odpowiedzialności domowych między dwoje partnerów, ale o tym, że niekiedy walczymy nimi między sobą. I jeśli kolejny dzień czujesz frustrację, gdy myślisz o rozmowie z partnerem, przewidujesz albo, co gorsza, planujesz, do czego tu się dzisiaj przyczepić i o co mu zrobić awanturę – no to, czy na pewno w takim związku chcesz być? Tak chcesz spędzić resztę swojego życia? Tym jest dla ciebie szczęśliwy związek? Śmiem twierdzić, że nie. A jednak trwasz w tym. A więc podejmujesz decyzję. A więc to twoja odpowiedzialność. I choć to, co napisałam, może budzić sprzeciw, to jednak jest to fakt. Jest to Twój wybór i Twoja odpowiedzialność, że ten związek wygląda tak, a nie inaczej.

Ale to też świadomość, że Ty możesz tę sytuację zmienić. Zaczynając od siebie, próbując lepiej zrozumieć – najpierw siebie, a potem też tę drugą osobą. Wymaga to pokory, wymaga cierpliwości, wymaga pracy, wymaga zastanowienia się nad tym, czego byś w związku chciała, co jest dla Ciebie ważne, jakie wartości w relacji są tymi najważniejszymi dla Ciebie. Nie obejdzie się bez rozmowy z drugą stroną tej relacji, jemu też musi na zmianie zależeć. A zanim na zmianie to na waszej relacji tak w ogóle. Bo ta druga strona też decyduje, każdego dnia, że trwa w tym związku. Tak samo, jak Ty.

I świetnie, gdy jest tak, jak byś oczekiwała, gdy związek cię uszczęśliwia, spełnia te funkcje, które powinien, daje poczucie więzi, miłości, bezpieczeństwa i tego, czego potrzebujesz. Bo też dla każdego z nas mogą to być inne wartości i potrzeby. I o tym warto rozmawiać z tym wybrankiem, którego mamy obok, jeśli mamy. I to jest ta praca, byśmy razem chcieli się słyszeć, poznawać na co dzień, rozwijać i zmieniać, tak jak ta relacja na przestrzeni lat. Trzecie mądre zdanie z tej samej lektury – dzisiejsze „kocham cię” nie jest tym samym „kocham cię”, które mówiłaś na początku relacji, ani tym samym, które powiesz za kilka lat. Bo Ty się zmieniasz, partner się zmienia, wasza relacja się zmienia. Może warto zastanowić się, czym dla Ciebie dziś jest ta wymawiana miłość względem drugiej osoby, a co tobą kierowało, gdy mówiłaś to pierwszy raz. Zobacz, co się zmieniło. Co dziś sprawia, że te słowa są aktualne?

Tytuł dzisiejszego wpisu nie jest przypadkowy. To odniesienie do klasyfikacji, którą mądre głowy wyselekcjonowały na podstawie obserwacji ludzi i związków. Podlinkuję na końcu wpisu jeden z testów, na który trafiłam już kilka dobrych lat temu. I, będąc szczerą, dla mnie nie był on zaskoczeniem. Pewnie dlatego, że mnie takie tematy szczególnie interesują i z różnych źródeł już o językach miłości słyszałam i o tym, co to za podział. Jeśli go nie znasz to jest to podział (jak sama nazwa mówi) na pięć języków miłości, który określa, w jaki sposób okazujemy miłość drugiej osobie. Bo to nie tylko „kocham cię” i seks. Językami miłości mogą być słowa, dotyk, prezenty, przysługi albo wspólny czas.

Ja wypełniłam ten test, ale bardziej z ciekawości, jak jest skonstruowany, niż z założeniem, żeby poznać swój język miłości, bo intuicyjnie wiedziałam, który z nich jest moim, a wynik to tylko potwierdził. Jasne też dla mnie było, który z nich to typowy język mojego partnera. Ale po wypełnieniu ciekawa byłam, czy dla mojego partnera to też takie oczywiste i czy skomentuje, że nic odkrywczego i po co takie rzeczy. Więc mu podesłałam, bez wskazywania mojego wyniku czy założeń o jego.

Potem wymieniliśmy się wynikami i zapytałam – jak wrażenia. I jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałam, że nigdy o tej koncepcji nie słyszał i jest zaskoczony tym, co czyta w podsumowaniu. I tym, jak bardzo różnią się nasze wyniki, jak inaczej postrzegamy miłość i jak różnie ją sobie okazujemy – bo okazujemy według naszych własnych języków miłości, co jest naturalne – a nie według tego, jak ja czy on tego oczekujemy. Bo jak to wygląda w praktyce?

Skoro dla niego ważny jest dotyk to tę swoją partnerkę też dotyka, głaska, przytula, bo to według niego okazywanie miłości. A skoro dla niej ważne są prezenty to co chwilę czymś go obdarowuje. A okazuje się, że dla niej ten dotyk jest za często, męczy ją i nie ma ochoty na tak częsty cielesny kontakt, a dla niego prezenty są marnowaniem pieniędzy i w ogóle ich nie potrzebuje, ale no głupio jej to powiedzieć. Jak bardzo to jest inne i jak bardzo możemy się rozjechać w tym, co nas zaspokaja i daje poczucie bycia kochanymi.

Dobra wiadomość jest taka, że można to zmienić, ale żeby coś zmienić trzeba wiedzieć, co nie działa, albo co może działać lepiej. Wrzucam więc wspomniany link: https://mk-pl.github.io/5-jezykow-milosci/. Spróbuj, może dzięki niemu dowiesz się czegoś więcej o sobie. Podrzuć też partnerowi, a być może okaże się, że pierwszy raz dowie się o tym, co jest dla Ciebie naprawdę ważne w waszej relacji, co dla Ciebie oznacza miłość, jak ją okazujesz i jakiej oczekujesz.

Życzę dobrych wglądów w siebie i interesujących odkryć o Twoim partnerze i waszej relacji. I miłości – najpierw do siebie, potem do wybranka.

Posted in

Podziel się przemyśleniami :)