Idzie wiosna, a to dobry pretekst do poruszenia tematu zachwytu. Po wyjątkowo długiej i mroźnej, jak na ostatnie lata, zimie, która trochę dała się we znaki, nadchodzą słoneczne, cieplejsze dni. Wypatrujemy ich chętnie.

Czekamy na bezchmurne niebo, lekki wiosenny wiatr, śpiew ptaków, pierwsze kwiaty – przebiśniegi, krokusy, żonkile, bazie na drzewach. Zmieniamy już nasze garderoby, wyjmujemy lżejsze nakrycia, cieńsze sukienki i bluzki, chowamy swetry w kąt szafy. Dzień staje się coraz dłuższy, a słońce zachęca do spacerów i jazdy na rowerze.

Na twarzach ludzi jakoś częściej gości uśmiech, chętniej dzielą się nim z innymi mijanymi na ulicy osobami. Widać i czuć zmianę. Mam wrażenie,  że o tej porze roku jest to najbardziej zauważalne. Chociaż obserwując siebie i będąc mocno wyczuloną na emocje i stany ducha – i swoje, i innych – zauważyłam, że na przestrzeni lat wypracowałam sobie taką umiejętność zachwycania się, że w każdej sytuacji i porze roku coś dobrego znajdę.

Pamiętam siebie sprzed lat i niektóre swoje myśli i zachowania, w których raczej dominowało narzekanie, albo szukanie powodów do narzekania, patrzenie przez pryzmat trudności, niepowodzenia, negatywnych konsekwencji, złośliwości ludzi i zrządzenia losu na moją niekorzyść. Taka lista brzmi strasznie, ale dzisiaj tak to widzę. Miałam oczywiście chwile i sytuacje radosne, ogół jednak kręcił się wokół zrzędzenia. Z jednej strony to było latwe, bo taki schemat obserwowałam w domu, w nim byłam wychowywana i on do dziś ma się tam dobrze. Z drugiej strony moi rówieśnicy też takie schematy znali, więc mieliśmy wspólne tematy. Z kolejnej strony, no kto nie narzeka na pogodę, kiedy pada deszcz. Wiadomo, że to pierwszy temat, na który możemy sobie uciąć pogawędkę.

Ale pamiętam też taki moment, w którym stojąc przy oknie w deszczowy dzień pomyślałam sobie, że może spróbuje cieszyć się tym deszczem? Może powiem, że fajnie, że pada, bo to przecież jest potrzebne, nie może być tylko słonecznie. Raz jest słońce, innym razem deszcz. I tak się świat kręci, a mój nastrój ma zależeć od tego, co tam się gdzieś wylosowało komuś od pogody? No i tak przy okazji deszczu najpierw się trochę zmuszałam, żeby się uśmiechnąć i powiedzieć „fajnie, że pada”, a jednocześnie miałam w głowie, że to trochę dziwne, co robię i kompletnie nienaturalne. Ale mijał czas, a w którymś momencie zaobserwowałam, że ja się naprawdę z tego deszczu cieszę, że obserwuję otoczenie i się uśmiecham, że trochę się zachwycam tym, jak to działa, jak inaczej wygląda otoczenie, niebo, przyroda. Taka mała rzecz, a okazało się, że zdjęła że mnie jakiś ciężar, którego nawet wcześniej nie zauważałam. I nagle mogę się obudzić w pochmurny dzień i nadal być w dobrym humorze, robić daje rzeczy, albo po prostu odpocząć.

W międzyczasie deszczowej transformacji myślenia doszłam też do wniosku, że nie chcę być na starość smętną i zrzędliwą babą, a mój dotychczasowy tryb takie ryzyko niesie. Postanowiłam więc, że będę kiedyś starą wiekiem, ale młodą duchem babką, która cieszy się życiem, niezależnie, co ono przynosi. I zaczęłam regularnie praktykować zachwycanie się w codziennych sytuacjach, prostymi rzeczami, ciszą, zielenią, kwiatami, śpiewem ptaków, kawą w piżamie, spotkaniami z bliskimi mi ludźmi, dniem w pracy i dniem wolnym pod pracy i spędzonym z książką w ręku.

Trochę to o wdzięczności – za zdrowie, ludzi wokół, pieniądze – też na przyjemności, za nowe sytuacje, które mogą uczyć, za trudności, dzięki którym się rozwijam. Trochę o docenianiu, że mam to wszystko. Trochę o dążeniu do prostego życia z rodziną i blisko natury. Trochę też, a może nawet więcej, o otwartości na inne, o zgodzie na niepędzenie za nieuchwytnym, o byciu sobą, szczerości, o własnych poglądach, a jednocześnie o tym, by słuchać, jak mają inni. Bez oceniania, bez próby dopasowania się, byleśmy miały taką samą opinię czy tak samo nowoczesny dom, żeby nie odstawać, żeby mieć wspólne tematy, żeby być jakąś.

Ludzie mnie fascynują, co wiecie, chociażby z opisu tego bloga. Lubię ich słuchać, obserwować i podziwiać to, że mają tak bardzo inaczej niż ja w wielu kwestiach. Fascynacja nie oznacza, że chciałabym mieć tak jak ten ktoś. Dla mnie oznacza, że mogę poszerzyć swój horyzont umysłowy, zobaczyć inny światopogląd, tor myślenia, system wartości. A nuż mnie w nim coś zachwyci i zmieni to moje życie? Kto wie.

Zastanów się, jak to jest u Ciebie – czy umiesz w zachwyt? Tu i teraz, co Cię cieszy?

Posted in

Podziel się przemyśleniami :)