No więc, minęły święta. Ostatnio zachęcałam do zadumania nad tematami, które, być może, dotychczas gdzieś odkładaliśmy na półkę, by o nich nie myśleć. Dziś zaczynam od pytania, choć odpowiedź już znam.

Dlaczego taki temat? Otóż, jak napisałam, minęły święta, a więc na piedestał wystawione zostały perły wśród oczekiwań ze strony rodzinki i bliskich, bo świetna okazja. Przejrzyjmy więc niektóre klasyki.

  • Weź sobie jeszcze serniczka/ sałatkę/ jajeczko. Nic nie jesz, a tyle na stole. Zabrudź chociaż talerz.
  • E, o figurę dba. Szczupłe to takie. Znowu schudłaś. Wiatr Cię porwie. Sama skóra i kości. Nie ma na co patrzeć.
  • Ooo, widzę, że Ci się przytyło ostatnio. Dobrze sobie teraz wyglądasz. Taka pulchniutka się zrobiłaś. Teraz to jak pączek w maśle. Chociaż chyba lepiej wcześniej wyglądałaś.
  • To co, na zdrowie, napij się z ciocią. Nie pijesz, ale jak to? Co, zaplanowałaś coś, w ciąży jesteś? Czy podpisałaś deklarację? No chociaż jeden kieliszek, nie zaszkodzi Ci, dobry likier mam.
  • A w kościele to byłaś? Jak to, nie idziesz? Święta są to by pasowało się wybrać, raz do roku.
  • Jak ty się ubrałaś? W takim stroju na święta? Co ludzie powiedzą, jak tak pójdziesz wystrojona? Nie masz nic lepszego w szafie?
  • Jak to jutro nie przyjedziesz, przecież święta tylko dwa dni trwają? A niby po czym ty tak odpoczywać będziesz? Raptem do pracy chodzisz, innych obowiązków nie masz, a zmęczona wielce.
  • Jedna sałatka tylko na stole? To już się mogłaś bardziej postarać ten raz w roku, nie zaszkodziłoby ci.
  • Psa się zachciało, zamiast o dziecku pomyśleć, jak normalni ludzie. Lata lecą, młodsza nie będziesz. Ja bym babcią w końcu chciała zostać. Wnuków to się chyba nie doczekam.
  • Ubierz to dziecko, bo zmarznie. Mały jest, a bez skarpetek go trzymasz. Jeść mu daj, bo palce do buzi wkłada. Kto to widział butelką karmić dziecko od małego? Nie noś go tyle, bo się przyzwyczai i nic nie zrobisz w domu. Jak sobie popłacze to mu nic nie będzie.
  • Kiedy następne? To tak najlepiej jedno przy drugim, nie ma co czekać. Jak to nie będzie więcej dzieci, samoluba chcesz wychować?
  • A chłopaka to kiedy przyprowadzisz? Już czas najwyższy, najmłodsza nie jesteś, a starej nikt nie zechce. No pochwal się tym kawalerem w końcu.
  • A może tak byście ślub zaplanowali? Ile można chodzić ze sobą bez ślubu, czas tracić bez sensu, to się zdecydować na coś trzeba.
  • I co, kupicie w końcu jakieś mieszkanie, czy tak ciągle na wynajmie pieniądze będziecie komuś ładować do kieszeni? Tak się tułacie po czyimś, zamiast o swoim pomyśleć. Już by się kredyt spłacał w tym czasie.
  • lista się nie kończy…

Męczy samo czytanie tych tekstów, prawda? Jak bardzo są nam znane? Śmiem twierdzić, że przynajmniej jeden z nich kiedyś już usłyszałaś. Może nawet nie raz. Część z nas słyszy je regularnie, część z nich jest kumulowana i dostajesz strzały, jak z karabinu maszynowego, bo akurat na dwa dni zajechałaś do domu rodzinnego to można sobie poużywać. Wiadomo – wszystko z troski, z martwienia się o twoje dobro, z miłości, bo ktoś we lepiej, bo już coś przeżył, bo, bo, bo.

Tylko, czy na pewno tak wygląda troska? Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś tak wszystkie te oczekiwania próbowała spełnić?

Teraz przytyć, a za chwilę schudnąć. Przyprowadzić chłopaka, który będzie pasował całej familii, a jak nie będzie to się rozstać i znaleźć lepszego. Wziąć ślub, jak należy i zaprosić wszystkich świętych, bo 30 lat temu ktoś u kogoś gdzieś też był. Mieć dziecko, potem drugie, ale z trzecim to już bez przesady, antykoncepcja przecież istnieje. Kupić mieszkanie, ale nie takie małe, żeby się gnieść z rzeczami, ale znowu żeby za drogie nie było, bo kto ten kredyt będzie spłacał. Przyjeżdżać do rodziców częściej, ale no u siebie też by pasowało pomieszkać i może ogarnąć porządnie w końcu. Obiad dwudaniowy codziennie podawać i mieć perfekcyjny porządek w domu o każdej porze dnia i nocy, bo nie wiadomo, kiedy ktoś przyjdzie, a żeby bałaganu przypadkiem nie oglądał. Impreza jest więc alkohol podany być musi, ale ten twój mąż to może by tak ograniczył, bo coś za wesoły się robi. Zawsze mieć humor, nigdy nie narzekać i tryskać energią, bo czym ty się męczyć możesz, nic takiego nie robisz.

Można próbować spełniać te oczekiwania, no jasne. Tylko ta lista nigdy się nie skończy. Nie ten temat to następny. Tu doskoczysz, ale jednak można było lepiej. Tam dociągniesz, ale w tym czasie sąsiadka zrobiła krok dalej, więc to już za mało. I tak to życie będzie Ci leciało na próbie spełnienia oczekiwań wszystkich dookoła, słysząc co chwilę nowe wymagania. Niektóre sprzeczne, niektóre nielogiczne, niektóre niemożliwe do spełnienia, a jednak rozliczenie będzie trwać, czy posłusznie dopasowujesz się do aktualnego widzimisię kogoś, kto akurat patrzy i ocenia. Czy warto zatem?

Warto zastanowić się, czego Ty chcesz, jakie masz wartości w swoim życiu, jak chcesz, żeby Twoje życie wyglądało, żebyś to Ty – jako jurorka – stwierdziła, że jesteś zadowolona, szczęśliwa, spełniona. Warto usłyszeć, jak brzmi Twój głos wewnętrzny, Twoja intuicja. Ta uciszona przez głosy innych, zepchnięta gdzieś daleko, by nie wyjść przed szereg i nie powiedzieć – stop, chcę inaczej. Spróbuj ją zauważyć i usłyszeć, co mówi, bo może się okazać, że nic z tego, co wydawało Ci się dotychczas, że jest Twoim pragnieniem, tak naprawdę nie należy do Ciebie.

Pewne jest to, że możesz iść swoją ścieżką, choć może to być droga trudna, pełna żalu ze strony innych, wzbudzania w Tobie poczucia winy i prób ośmieszania, oddalenia czy osamotnienia. To trudne o tyle, że zależy nam na relacjach z bliskimi osobami i poczuciu wspólnoty. Nie każda z nas więc w tym będzie w stanie wytrwać i postawić na swoim. Oby więc było inaczej, oby bliskie Ci osoby dmuchały w Twoje skrzydła i wspierały w wyborach życiowych, decyzjach, trudnościach, służyły radą, jeśli o nią poprosisz i zachęcały do szukania własnej drogi. Tego życzę nam wszystkim, i siły, w wytrwaniu przy sobie i swojej intuicji, która wie, co robi.

Twojego życia nie przeżyje nikt inny, więc to Twoje oczekiwania powinny być spełniane. I tylko Twoje.

Posted in

Podziel się przemyśleniami :)