Nie wiem, o czym napisać. Nie wiem, o czym opowiedzieć. Nie mam pomysłu na tematy, a jednocześnie kołata ich wiele, lecz żaden nazbyt ciekawy. Nie wiem, co jeszcze mogę robić, by ciekawie wypełnić swój dzień popołudniami, a przecież już robię tak dużo. Nie wiem, co ugotować, a tyle składników w lodówce. Nie wiem, czy mogę się nazwać sportowcem, choć wiele aktywności uprawiam z sukcesem. Nie wiem, gdzie chcę pojechać na urlop w tym roku, ani czy w ogóle chcę gdzieś.

Jestem sobie teraz w przestrzeni nie wiem. Nie pierwszy raz, z pewnością też nie ostatni. Czy lubię tu być? To zmienne poczucie. Dziś jest mi całkiem wygodnie i choć nie wiem wielu rzeczy to jestem w tym całkiem spokojna. Jeszcze dwa miesiące temu, gdy też byłam w nie wiem, zupełnie innym, czułam że mnie ono przygniata, dociska, jest niewygodne, niepewne, nieznane. Gryzło mnie wewnętrznie. Już wtedy wiedziałam, że to minie, że to chwilowe i za pewien czas się zmieni i poukłada i dowiem się – co dalej, w którym kierunku i dokąd. Tak było. A ostatnio znów nie wiem zawitało. Inne, nowe, a jednak jakby trochę znane.

Tym razem wiem o nim więcej, bo znamy się nie od dziś. Przyjmuję je z otwartością i ciekawością, co tym razem mi przyniesie. Czekam. Daję czas. Minęły trzy tygodnie odkąd napisałam Wam o teorii „Pozwól im”, a okazuje się, że przywarła do mnie bardziej niż sama się tego spodziewałam, choć przewidywałam miłość wzajemną. Dzisiejsze nie wiem dostaje więc pozwolenie – na bycie w nim, na czekanie, na niepewność, na zaskoczenie. Dzisiejsze nie wiem to jednocześnie wiem dużo, lecz w innym obszarze, a tu wykluwa się coś nowego.

Nie wiem, czy dobrze robię pisząc w Internecie. Nie wiem, czy dzielenie się historiami widzianymi moimi oczami jest okej, coś wnosi, ma sens. Nie wiem, co myślicie o moim stylu, postach, o mnie. I ten brak wiedzy to też moje dzisiejsze nie wiem. Tym bardziej, że wiem, kim jesteście. Znamy się, spotykamy, rozmawiamy na różne tematy. Ale każda osoba to dla mnie nowe nie wiem – czy dobrze robię, czy powinnam, czy mam prawo, czy to nie głupie, co sobie pomyśli. Takie podstawowe kwestie – opinia innych, przyjęcie, zrozumienie – nie wiem.

W wielu obszarach już pewności siebie mam na tyle, że ta opinia mnie nie przejmuje, nie dotyka, nie martwi. Widzę to, jak zmieniam się w czasie w tej kwestii, jak inaczej reaguję, rozmawiam, na co sobie pozwalam dziś, czego jeszcze wczoraj nie dopuszczałam do głosu. A jednak, tak teoretycznie prosta rzecz, jak napisanie, o czym myślę w Internecie, na blogu, w tematach różnych, życiowych, emocjonalnych, ludzkich, wiedząc, że przeczytają to osoby, które mnie znają – jest związane z byciem w nie wiem. Czuję to w podbrzuszu, czuję to w lekkim wzruszeniu i napięciu szczęki. Słyszę w głowie jak mantrę.

Bycie w nie wiem to dobry moment. To znaczy, że otwiera się w mojej głowie jakaś nowa przestrzeń, uczę się czegoś, życie niesie coś nowego. To bardzo przyjemna wizja, choć ten etap wymaga pewnej pokory i dozy cierpliwości. Czy je mam? Zobaczymy. Przestrzeń nie wiem zauważam jednak coraz szybciej i coraz lepiej idzie mi trwanie w niej. Choć los lubi być przewrotny i jutro może się okazać, że tak mi się tylko wydaje. Tego też nie wiem. Niech tak będzie.

Posted in

Podziel się przemyśleniami :)